Chcesz się ogarnąć – ćwicz

Zwykły wpis

Dietetyczne postanowienia noworoczne nie mają prawa dać efektów. Chyba, że chcemy dbać o siebie z innych powodów niż tylko cyferki na wadze.

 

Kiedyś myślałam, ze tylko ludzie-maszyny mają czas na codzienne ćwiczenia. Bo kto o zdrowych zmysłach po całym dniu pracy lub zajęć ma ochotę wylewać siódme poty na siłowni? Kto znajduje codziennie godzinę na gibanie się na macie do yogi? A w międzyczasie zdąży się przygotować na następny dzień, zjeść coś, wyprowadzić na spacer wszelkie swoje włochate stworzenia. Po drodze znajdzie jeszcze sporo czasu na odpoczynek i sen.

Niewykonalne!

A jednak. I elementem kluczowym jest właśnie ta godzina gibania. Bo codzienne ćwiczenia sprawiają, że jesteśmy skupieni. Na swoim życiu i sobie. Nagle zaczynamy czuć, że mamy kontrolę nad tym, jak mija nam dzień. Nie warunkuje go pogoda, niskie ciśnienie czy nadmierny hałas w autobusie. Okazuje się, że jesteśmy niepodzielnymi władcami swojego czasu i jeśli udaje nam się przećwiczyć tą godzinę dziennie to łatwiej nam zaplanować cały dzień.

Uwielbiamy odnosić sukcesy. Małe, większe. Spektakularne. Ale stosunkowo rzadko mamy ku temu okazję. A tymczasem ludzie ćwiczący odnoszą sukces codziennie. Po godzinnym ruchu na ich twarzach pojawia się uśmiech. Że się udało. Że więcej kilometrów niż zwykle. Że trudniejszy zestaw ćwiczeń. Że nogi nam się już nie trzęsą, jak to miały w zwyczaju miesiąc temu. Że byliśmy bez sił po całym dniu, a jednak poćwiczyliśmy choć trochę!

I nagle się okazuje, że mamy siły na codzienną naukę nowego języka. Znajdujemy czas na przeczytanie książki, która czekała na nas od dwóch miesięcy. Mamy w sobie optymizm, którym chcemy zarażać innych ludzi. Jesteśmy bardziej opanowani. Ogarnięci. Zaczynamy myśleć o swoim zdrowiu.  Czujemy, że możemy wszystko.

Moja lista rezolucji na rok 2014 ma 80 punktów. I ciągle się rozrasta. Więc codzienne gibanie się będzie potrzebne, by wziąć się w garść. Będzie ekscytująco. Czasem ciężko. Czasem dziwnie. Ale mam nadzieję, że będziecie mi towarzyszyli. Tymczasem jadę kupić hantle.

 

A żebyście wierzyli, że robię coś poza rozwijaniem mięśni.

Czytam: Traktach o zasadach poznania ludzkiego Berkeleya, Sandman: Preludia i Nokturny Gaimana, Niezbędnik inteligenta: Zrozumieć mózg

Słucham: That’s what friends are for – http://www.youtube.com/watch?v=EE9KT_dU_R8

Oglądam: Agata Christie: Poirot

Podrzucam: Historia typografii w pigułce. I to jakiej ładnej! http://www.youtube.com/watch?v=wOgIkxAfJsk